Numery startowe
Numery startowe
Reklama

Jak ja nie lubię biegać, ja przecież nawet nie umiem biegać, jak można czerpać przyjemność z biegania?! Znasz to?? Tak właśnie było ze mną, byłam anty nastawiona do biegania od zawsze. Nigdy nie byłam typem sportowca a miłośnikiem sportu tym bardziej.

Wystarczył jeden dzień, dzień który wszystko zmienił.

18 marca 2012, zwykły t-shirt, adidasy niemające nic wspólnego z tymi do biegania i wyszłam pierwszy raz biegać. Dystans… 1,5 kilometra z milionami przystanków, ale satysfakcja ogromna. I tak poleciało, pierwszy kilometr przebiegnięty bez przystanku, pierwsze 5 km itd., każdy progres cieszył niesamowicie i dawał kopa, by działać dalej.

Kupiłam pierwsze adidasy przeznaczone typowo do biegania i kilka ciuchów, a wiadomo nic tak nie motywuje, jak nowe buty, ciuchy czy gadżety i całkowicie przepadłam. Wiedziałam, że będzie to dłuższa przygoda.

Do dziś pamiętam, jak pierwszy raz byłam na półmaratonie w Kościanie w roli kibica i jarałam się jak dziecko, emocje nie do opisania, śpiewy, okrzyki wuwuzele, zbijanie piąteczek. Nie spodziewałam się, że na biegach może być taka atmosfera i wtedy przez myśl mi przeszło:

Może kiedyś też mi się uda przebiec taki dystans…

Długo nie trzeba było czekać, pewnego dnia padł pomysł, by przebiec poznańską połówkę, nie zastanawiałam się długo, zapisałam się. W oczekiwaniu na start przeczytałam chyba cały internet tzn. wszystko, co jest związane z bieganiem- oszalałam, standardowo ułożyłam idealną playlistę (uświadomiłam sobie, że w każdym biegu pierwszy utwór, który brzmiał w słuchawkach to Kalkbrenner- sky and sand).

I tak oto 07 kwietnia 2013 stałam na starcie swojego pierwszego półmaratonu, pierwszy raz byłam częścią tak wielkiej, masowej imprezy biegowej, udowodniłam sobie i innym, że nie jestem taka słaba, że mogę o wiele więcej, niż mi się wydaje.

Emocje nie do opisania radość poplątana z ekscytacją, wzruszenie na starcie i na mecie, zbijanie piąteczek i kolejne wzruszenie, gdy ktoś obcy krzyczy twoje imię i dopinguję Cię do dalszej walki (jak tu nie ryczeć??) Kto tego nie przeżył nie zrozumie.

I tak to poleciało, kolejne połówki, krótsze dystanse, aż końcu urodziła się kolejna myśl “a może maraton??” Ale o tym następnym razem 🙂

Na koncie

  • 1 maraton
  • 9 półmaratonów
  • ok 20 krótszych dystansów
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułTraktuj się jak samochód
Następny artykułRelacja z biegu Runmageddon Hardcore w Myślenicach
Matka, żona i niepoprawna optymistka. Ze wszystkiego co robi stara się czerpać radość. Nie uznająca stwierdzenia,że coś jest za słodkie, najlepiej czuje się w kuchni, gdzie testuje nowe, zdrowe przepisy. Między kuchnią a pieluchami stara się znaleźć trochę czasu dla siebie, który spędza na siłowni, biegając lub z dobrą książką.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here