Survival Race - idealny dla debiutantów
Survival Race - idealny dla debiutantów
Reklama

Po dość długiej przerwie (w końcu od Zimowego Runmageddonu Hardcore minęły prawie cztery miesiące) ekipa 77 Sport Extreme Team ponownie stanęła na starcie kolejnego biegu z przeszkodami. Wybór padł na poznańską edycję Survival Race – oczywiście dystans Machine.

Przygoda naszej ekipy z OCRami rozpoczęła się właśnie od tej imprezy, dlatego też chcieliśmy sprawdzić, jakie postępy udało nam się zrobić na przestrzeni tych kilku miesięcy. Ponadto szeregi 77 zasiliła czwórka debiutantów – Olga, Dominika, Bartek i Oskar. Niestety, nadal nie mogli pobiec Krzysztof i Michał zmagający się z kontuzjami (rok 2018 jest Wasz!).

Pomimo, że SR należy do łatwiejszych biegów z przeszkodami, to trasa 12-kilometrowa (choć jak czytam, wyszło około 14 – i dobrze!) potrafi dać w kość. Cieszy fakt, że organizatorzy postanowili utrudnić już sam początek biegu i wzorem Runmageddonu startuje się z obciążeniem, w tym przypadku z oponami.

Generalnie sobotni bieg nie różnił się zbytnio od edycji z września – to wciąż ciekawa trasa, po malowniczych terenach Malty ze standardowym zestawem przeszkód, czyli ścianki, druty kolczaste, opony, no i wikingowie. Skrócono (moim zdaniem na minus) odcinki w błocie, bagnie i wodzie, chociaż tym razem Pożeracz Butów (baaaardzo gęste błoto) dopiął swego i zgubiłem w nim jednego trzewika, którego na szczęście udało się wyłowić. Widok osób bez okrycia stóp nie był rzadkością. Kolejny już raz naszą domeną nie była celność – nikt nie trafił z procy do wiaderka.

Co cieszy najbardziej to przede wszystkim progres, jaki zrobiliśmy po tych kilku biegach. Trzon grupy na mecie stwierdził, że było łatwo, a to co we wrześniu było nie do zrobienia, teraz okazało się proste. Jedyne karne burpeesy, jakie zrobiliśmy, to te za brak celności oraz za podpowiadanie innym na przeszkodzie pamięciowej.

Czy był to zatem nudny bieg?

W żadnym wypadku! Patrząc na wynik czasowy był on gorszy niż we wrześniu. Na wielu przeszkodach spędzaliśmy po kilkanaście minut pomagając innym uczestnikom biegu, co szczerze mówiąc sprawia o wiele więcej frajdy niż pokonywanie ich samemu.

Co cieszy jeszcze bardziej, to fakt, że w biegi przeszkodowe udało się wkręcić kolejne kilka osób.

Wszyscy debiutujący z teamu 77 dotarli do mety – zmęczeni, zadowoleni i głodni kolejnych biegowych przygód. Survival Race jest idealną imprezą aby właśnie rozpocząć swoją przygodę z OCRami – nie jest przesadnie trudno, ale też na mecie ma się poczucie spełnienia. Ja osobiście już odpuszczę tę imprezę, ale wszystkim, którzy się wahają, czy biegi przeszkodowe są dla nich – gorąco polecam na debiut.

Teraz chwila oddechu, a już 27 maja kolejny Runmageddon – formuła Classic w Warszawie. Niestety obowiązki i kontuzje wyeliminowały większość wariatów z 77, więc jadę tam z naszymi przyjaciółmi z Siły i Czosnku. Będzie grubo!

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRelacja z biegu Runmageddon Hardcore w Myślenicach
Następny artykułStreet workout dla każdego
Rocznik ’87. Wychowany na rapie, komiksach i grach wideo. Po latach postanowił być jak ich bohaterowie i teraz robi formę niczym Bruce Wayne. Kiedy nie biega lub nie przerzuca żelastwa na siłowni, siedzi z nosem w książce. Zakochany w biegach przeszkodowych. Uwielbia motywować innych, aby również podnieśli tyłki z kanapy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here