Reklama

Po dwóch dość długich biegach przeszkodowych myśleliśmy, że zapisując się na 6-kilometrową edycję Runmageddon będziemy mieli do czynienia z bułką z masłem. Myliliśmy się i to bardzo…

BIEG DLA TWARDZIELI

Runmageddon to po Spartan Race chyba najpopularniejsza seria OCRów w Polsce. Biegi organizowane w całym kraju zawitały też do pobliskiego Poznania, gdzie zorganizowano tym razem wersję Rekrut – 6 kilometrów, 30 przeszkód. Spoko? Wręcz odwrotnie. Bieg reklamuje hasło „Będzie piekło”. Było.

Team tym razem w nieco okrojonym składzie jak zwykle pełen optymizmu i motywacji stanął na starcie. Na początek wór z piachem na plecy i jazda! Po kilkuset metrach czekały na nas ukochane przez wszystkich bagna, czyhające na luźno zawiązane buty. Drut kolczasty? Check. Czołganie pod oponami? Check. Chyba najciekawszą przeszkodą była pochylona ściana z linami. Ujmę to tak – graliście w trójwymiarowe wersje Prince of Persia? Jeśli miało się dostatecznie dużo pary w rękach można było poczuć się jak tytułowy Książę. Pięknie! A to dopiero drugi kilometr.

Nie mogło zabraknąć ścianek – trzy pod rząd, każda kolejna coraz wyższa. Jeśli myślisz, że dałbyś radę – chylę czoła. Bez kooperacji nie pokonalibyśmy tej przeszkody. Po wszelkiego rodzaju podbiegach, czołganiach, noszeniu opon (trzeba było wziąć dwie – Wiktor dla frajdy poleciał z trzema), czy dołach w kruszejącym piachu, natknęliśmy się na coś cudownego. Wbijasz na wysoką górę, dostajesz w dłonie linę i lecisz nad wodą, niczym Indiana Jones. Gry wideo wymiękają przy tej frajdzie, wierzcie mi.

Wymęczeni po tych wszystkich cudownościach, jakie przygotowali organizatorzy (wór z piachem po raz drugi, pozdrawiam) musieliśmy wdrapać się na kolejną ściankę – na szczęście wyposażoną w liny i na ostatniej prostej czekała na nas Ona. Lodowa. Królowa tej trasy. Wyobraźcie sobie, że jest wam totalnie zimno. Jesteście przemoczeni i wyczerpani. Czujecie to? Więc teraz musicie wejść do kontenera wypełnionego po brzegi lodem. Nie jest źle, dopóki sędziowie nie każą Ci zanurzyć głowy. Nigdy w życiu nie było mi tak zimno. Potem szybki przeskok przez ogień, podbieg pod rampę, tunel z wiatrakiem i finisz! Medale, fanfary i ciepła herbata, która ratowała życie.

Przed biegiem kalkulowaliśmy, że sześć kilometrów najeżonych przeszkodami pokonamy w około godzinę… Potrzebowaliśmy ponad półtorej, a wcale się nie obijaliśmy, nie licząc pomocy innym uczestnikom. I to jest właśnie najfajniejsze w tym biegu – kooperacja na każdym poziomie, każdy jest chętny do podsadzenia Cie pod ściankę, czy każdej innej pomocy. Organizatorom udało się stworzyć imprezę z cudownym klimatem i naprawdę wyśrubowanym poziomem trudności. A to dopiero Rekrut…

Nie opisałem wszystkich przeszkód (jak na przykład dającej niesamowicie dużo frajdy góry balotów) ponieważ ten bieg naprawdę trzeba przeżyć na własnej skórze. Jeśli ktokolwiek z Was zastanawia się czy warto wydać niemałe pieniądze na Runmageddon – wierzcie mi, warto. Nigdy w życiu się lepiej nie bawiłem. Jeśli zastanawiacie się, czy dacie radę – zastanówcie się jeszcze raz. Bo „Będzie piekło” to nie pusty slogan reklamowy, to sama, stuprocentowa prawda.

Byle do stycznia – wtedy porwiemy się na wersję Hardcore – 22 kilometry, 70 przeszkód. Życie jest piękne, kiedy nie jesteś do końca normalny.

Runmageddon logo

W biegu Runmageddon Hardcore 77Sport Extreme Team wystartuje 22.01.2017 w Warszawie na dystansie 22 km

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here