Miłość od pierwszego zgnojenia
Miłość od pierwszego zgnojenia

Minął rok odkąd po raz pierwszy zasmakowaliśmy naszego ukochanego dania, czyli biegów
OCR. Co się zmieniło przez to dwanaście miesięcy? Dużo, ale jedno na pewno nie – nadal kochamy się zgnoić w jak najgęstszym błocie.

Reklama

Jak pamiętacie, naszą przygodę z biegami przeszkodowymi zaczęliśmy od Crossu Leśnych Diabłów w Brzedni, by potem, jeszcze nieśmiało, stanąć na starcie poznańskiej edycji Survival Race. Od tego czasu prawie cała nasza drużyna zmaga się z kontuzjami, ale to nie przeszkodziło nam w kolejnych startach. Pokochaliśmy OCRy, ale wyznajemy zasadę jakość, a nie ilość. Zasada małej łyżeczki sprawdza się doskonale – biegamy może niedużo, ale stale podkręcamy tempo i formę, a dzięki niewielkiej ilości startów ta zabawa w ogóle nie traci na atrakcyjności.

Ukoronowaniem pierwszego sezonu działalności 77 Sport Extreme Team był Zimowy Hardcore w Warszawie, który był totalnym kopem w pysk i największą frajdą od kiedy za małolata biegało się po podwórku. Ten bieg pokazał nam, że jesteśmy wciąż na poziomie przedszkolnym, a przed nami masa pracy. Każdy z nas trenuje naprawdę dużo, właśnie po to, aby wycisnąć z tych biegów tyle, ile tylko się da. Rok temu w listopadzie po poznańskim Rekrucie zbieraliśmy szczęki z podłogi. Tydzień temu po Classicu (dwa razy dłuższy dystans) na mecie stwierdziliśmy, że możemy to przebiec jeszcze raz. Progres jest ciągły i o to w tym wszystkim chodzi.

Zmieniają nam się twarze

Moja znajoma oglądając zdjęcia z któregoś biegu stwierdziła, że zmieniają nam się twarze. I coś w tym jest – kiedy stajemy na starcie ilość endorfin jest nieziemska, a w oczach pojawia się złowrogi błysk. Jesteśmy tylko my i trasa. Codzienna rutyna, problemy, czy rzeczy, które nam ciążą na sercu idą na trzeci plan. Stwierdzenie, że RMG jest formą terapii nie jest przesadą. To nie jest zwykły bieg – to jest przeżycie, którego nie zrozumie nikt, dopóki sam nie spróbuje swoich sił na morderczych trasach. To jak zabawa w Rambo dla dorosłych.

Poznański Classic miał być ostatnim w tym roku biegiem przeszkodowym. Przede mną jeszcze triathlon i 50-kilometrowy Forest Run. Wiktor, oprócz leśnego biegu, szykuje się do zawodów bokserskich. Michał powoli wraca do formy po kontuzji, a Krzysztof cały czas się z nią zmaga. Wiecie na czym się skończyło? Na zapisaniu się na Górski Runmageddon Hardcore. To jest już uzależnienie – od błota, od bólu, od zgnojenia. Ale przede wszystkim od ciągłego podnoszenia sobie poprzeczki.

Przez ten rok na pewno zmieniło się nasze podejście do OCRów. Nabraliśmy dużo pokory, a codzienne treningi zmodyfikowaliśmy tak, aby właśnie błyszczeć na przeszkodowcach. Zajawka jest wciąż tak samo wielka. Nie spotkasz nas często na trasach. Nie jesteśmy na każdym RMG. Wiedz jednak, że jeśli zobaczysz logo 77 (albo gołą klatę 😉 to wytargamy Cię z każdego bagna i oddamy ostatniego batona proteinowego. Po to, abyś poczuł tą samą frajdę, co my. Abyś po przekroczeniu mety stwierdził „Chcę jeszcze raz”.

W przyszłym roku w maju nasz team atakuje Runmageddon Ultra. To 44 kilometry i 150 przeszkód. Skłamałbym, gdybym napisał, że się nie boimy. Jednak strach może działać na dwa sposoby – albo Cię sparaliżuje, albo da maksymalnego kopa adrenalinowego. Chyba łatwo możesz zgadnąć co my robimy ze strachem.

Po roku śmiało mogę stwierdzić – my i biegi przeszkodowe to miłość od pierwszego zgnojenia. I jak każda prawdziwa miłość – nigdy nie zginie.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułW drodze po koronę Grand Prix Wielkopolski w Półmaratonie vol 1.
Następny artykułTrening mentalny w sporcie
Rocznik ’87. Wychowany na rapie, komiksach i grach wideo. Po latach postanowił być jak ich bohaterowie i teraz robi formę niczym Bruce Wayne. Kiedy nie biega lub nie przerzuca żelastwa na siłowni, siedzi z nosem w książce. Zakochany w biegach przeszkodowych. Uwielbia motywować innych, aby również podnieśli tyłki z kanapy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here